Legalna robota

    Słuchaj no Zając – Wilk złapał Zająca za uszy i przydusi do ziemi – sprawa jest taka. Odkąd do władzy dorwał się ten oszołom Niedźwiedź, wszystko popadło w ruinę. W lesie grasują bandy korników, szkolnictwo i sądy niezreformowane, gorszy sort głowy podnosi, a w budżecie dziura. Trzeba zrobić jakąś dobrą zmienę. I właśnie ty to Zając zrobisz.

- Puszczaj – wrzasnął Zając – jaka ruina? Jakie bezrobocie? A ten gorszy sort to niby kto? Bo ja nie wiem. Zreszta, żadnych interesów z tobą robić nie będę. Puszczaj i spadaj.
- Oj tam, oj tam. Zaraz nie będziesz. Interes jest pewny i zupełnie legalny. Nie jakieś tam Ambery czy inne Goldy. Las z ruiny podniesiemy, ty zasłużysz na medal, a dla wszystkich twoich krewnych i znajomych lukratywne posady się znajdą.
- A odkąd to ty tak dbasz o las i o moją rodzinę – Zając jakoś zupełnie nie mógł uwierzyć w nagłą uczciwość Wilka - ty i legalne interesy? To na odległość śmierdzi szwindlem.


- Ja szwindel? Ja? Toż od urodzenia jak ten kryształ co nigdy kłamstwem się nie skalał jestem. Ty się ciesz – tu Wilk podniósł Zająca do góry i potrząsnął nim z taką siłą, że biedakowi całe życie stanęła przed oczami – ty się ciesz, że na mnie trafiłeś. Jak mówię, że interes zrobimy, to zrobimy.
Zając nic nie mówił bo dyndał w powietrzu i tchu nie mógł złapać.
– No więc – Wilk rozejrzał się dookoła, rzucił Zająca na ziemię i przydeptał łapą - no więc – ściszył głos do szeptu - założymy burdel. Zatrudnimy w nim całą twoją rodzine. Zwłaszcza młodzież. A tą urodziwą, z puszystymi kitkami w pierwszej kolejności.
Będą tylko leżeć, pachnieć i łapki rozkładać. Mówię ci, super robota. Nie naharują się, a tyle ciekawych osób poznają. Będą mieć jak w raju. Zrobimy balety na rurze i muzyczkę na żywo.
Ja kasiorę będę inkasował i całego interesu dopilnuję. Pościągam Wilcze Stada z całego świata. Klientela będzie walić drzwiami i oknami. Stworzymy burdel, jakiego świat nie widział. Ty tylko rodzinę skrzyknij, wyłap i przymuś. Gdyby - choć nie sądzę - marudzili, to wrzuć im do szklanki te małe tableteczki. Wypiją i zrobią co każesz. Rozumiesz Zając, rodzinny biznes. A finansami to ty sobie tej ślicznej główki nie zaprzątaj – tu Wilk z całej siły palnął Zająca w uszy – wydam je w słusznej sprawie. Termy jakieś zbuduję, uniwersytet założę, jakieś radio na M uruchomię, albo przepiję. A z tego moczymordy Niedźwiedzia zedrę skórę, powieszę ją nad kominkiem, a z mięsa zrobię kiełbasę wyborczą. Ech, będę elitą.- rozmarzył się Wilk.

Zającowi w końcu udało się złapać dech.
- Burdel - wrzasnął – burdel z mojej rodziny chcesz zrobić? Naszą cnotliwą młodzież Wilkom na gwałty, na pohańbienie? I ty chcesz być elitą? Chyba cię pogięło - Zając pieklił się i wyrywał - po moim trupie.
Wilk dłubiąc w nosie pochylił się nad Zającem i słodkim głosem wysyczał:
- Po trupie mówisz. Tak, to się da załatwić. A żonkę kochasz? A córeczki? Wybieraj. Burdel albo trupy.
W Zająca jakby piorun strzelił.
Wilk, pewny już zwycięstwa, splunął przez ramię i zatarł łapy z radością.
I wszystko potoczyłoby się pewnie po jego myśli gdyby nie to, że w krzakach od dłuższego czasu siedział Niedźwiedź i podsłuchiwał całą rozmowę.
Z każda chwilą narastała w nim wściekłość. Bo przecież, nie dalej jak wczoraj, spotkał się z Wilkiem pod sosną i przy dwunastej półlitrówce ustalili, że razem zaczną pędzić bimber. Jeszcze do dzisiaj po tej popijawie kaca miał jak stąd do księżyca, a z łba dymiło mu się jak z parowozu . Dlatego szlag go trafił. Wypadł z krzaków i wrzasnął:
Ty mordo zdradziecka, ty kanalio! Mnie na kiełbasę, a ty burdel? Seksu z Zajączkami, zboczeńcu jeden,ci się zachciewa? Wilcze Watachy do naszego lasu chcesz sprowadzać? Takiej to dobrej zmiany ci się zachciewa.

I dalej walić Wilka po tej zapijaczonej, zdradzieckiej mordzie.
Korzystając z zamieszania Zając prysnął w krzaki. Tam przycupnął i zastanowił się nad sytuacją.
Burdel? Burdel? Czemu nie. Seks to seks. A gdyby tak jeszcze przy wejściu postawić wypchanego Niedźwiedzia i Wilka? A do tego pędzony na jałowcu własny bimber? Tak, czas na zmianę. Na dobrą zmianę czas.

Morał: Nieważne co – burdel, pijaństwo, polityka, czy dobra zmiana – i tak wszystko skończy się kacem.
Ale w tym szaleństwie jest nadzieja – podobnie jak kac, wszystko kiedyś się skończy.

Joomla Template - by Joomlage.com