kawkaUMÓW SIĘ ZE MNĄ NA KAWĘ

  - Umów się ze mną na kawę – Wspaniały pomysł! Wieki cię nie widziałam, ile to już lat….Koniecznie musimy się umówić, pogadamy jak dawniej, zadzwoń.

  - Umów się ze mną na kawę - Po co, wszystko już zostało powiedziane. Chyba nawet za dużo. Nie widzisz, że to już koniec? Kawa niczego nie zmieni.

  - Umów się ze mną na kawę – Zapraszasz mnie na randkę? Nie za szybko? Już ja wiem jak się to skończy – najpierw czarna i winko, a potem biała z croissantem na śniadanie. Żartowałam, chętnie się z tobą umówię.

  - Umów się ze mną na kawę, omówimy ostatni projekt, tyle jeszcze zostało do zrobienia, terminy gonią – Z przyjemnością, ale muszę odebrać dzieci z przedszkola i zrobić zakupy, ale wiesz, wpadnij do mnie wieczorem, pogadamy, ja też robię pyszną kawę.

    Tym zdaniem zaczyna się zawsze przygoda. Początek niedocenianego misterium, jakim jest spotkanie z drugim człowiekiem. Twarzą w twarz, nad kawą, która jest przecież najczęściej pretekstem do spędzenia tych kilku chwil, czasem godzin, w całkowitej intymności i pełnym oddaniu drugiej osobie. W kawiarni nie ma rodziny, która właśnie czegoś od ciebie potrzebuje, psa, który chciałby na spacer, ulubionego serialu w telewizji, kolegów, koleżanek i szefa. Jeden na jeden. Zwierzenia, dzielenie się własnym życiem, emocjami i tym wszystkim, na co pozwala ten cudowny komfort bycia razem przy kawiarnianym stoliku.

   Miałam kiedyś kolegę, Anglika, którego firma, w której pracowalam, przysłała do nas na konsultacje, kontrolę, właściwie nie wiem po co go przysyłała, bo żaden z 17 -tu pracowników, a były to lata dziewięćdziesiąte, nie znał angielskiego. Lee, bo tak miał na imię, nudził się przeto potwornie. Firma zajmowała się turystyką, pracowaliśmy często do wieczora, a on przyjeżdżał na miesiąc, dwa i w ząb nie rozumiał co my właściwie robimy. Siedział godzinami w pokoju, czytał książki i czekał na dwugodzinną przerwę, żeby móc ze mną wyjść w końcu na kawę i porozmawiać. I tu zaczyna się historia. Lee był psychologiem – podglądaczem. W kawiarni Maska, pod Starym Teatrem spędzaliśmy na tej kawie czas, niezmiennie w ten sam sposób. Obserwowaliśmy ludzi przy stolikach, zgadując, co oni tu naprawdę robią, w jakich są relacjach, czy są parą, czy maja tylko schadzkę, czy po prostu randkę. Lee snuł historie, które wtedy powinnam była spisywać. Co zamawiali i dlaczego - na tej podstawie już miał pewne podejrzenia. Jak na siebie patrzyli, czy byli znudzeni czy ożywieni. To był fascynujące, przerażające i śmieszne zarazem. Czy o nas też w tym czasie inni snuli domysły? W tej kwestii, żeby nie było niedomówień, Lee miał zasady. Kiedy na wieczorku integracyjnym obtańcowywał wszystkie dziewczyny, zapytałam go dlaczego ani razu nie zaprosił mnie do tańca. Odpowiedział całkiem poważnie – przecież jesteś mężatką. Rozmowy przy kawie jak widać nie wystarczyły. I czasem tak jest, że jest to tylko po prostu kawa. Na koniec tekst mojego syna, kiedy powiedziałam mu na jaki temat tym razem będę pisać. - U nas jest troszkę inaczej - „choć się napić – to co, o 17 tej pod Adasiem?” Różnica - tylko pokoleniowa, ale potrzeba spędzenia czasu z drugim człowiekiem zawsze ta sama. Nie siedźmy w domu, umówmy się na kawę, a może jeszcze przy okazji czegoś się napijemy...

Ania Okrzesik

Joomla Template - by Joomlage.com