Biel
Biel to czystość, niewinność, to tabula rasa, to prawda i uczciwość, to spokój i ukojenie, to światło i zwycięstwo.
Po dyplomie wędrowali z kolegami po krakowskich klubach. W końcu wylądowali w Jaszczurach. Dalsza wspólna zabawa, rozmowa i muzyka. Zauważył je zaraz po wejściu. Siedziały przy oknie. Ubrane kontrastowo. Biała i czerwona. Rozmawiały. Biała szczupła o smagłej cerze i kruczoczarnych włosach. Czerwona korpulentna blondynka. Podszedł i poprosił Białą do tańca. Rozmawiali, tańczyli nie opuszczając parkietu. Miała na imię Julita. Studiowała psychologię w Uniwersytecie Jagiellońskim. Miała przed sobą jeszcze dwa lata do dyplomu. Wyszli z Klubu ostatni. Plantami dotarli pod Hotel Royal gdzie się rozstali. Nie chciała by ją odprowadzał do domu. Podał Jej swój telefon i adres w Warszawie. Obiecała, że zadzwoni i jak będzie w stolicy to się spotkają
.
Po powrocie do domu pracował dorywczo szukając zajęcia odpowiadającego jego kwalifikacjom. Propozycję pracy w agencji ubezpieczeniowej przyjął z rezerwą, ale po szkoleniach, zdanym egzaminie licencyjnym i pierwszych sukcesach postanowił zostać w tym zawodzie. Wspomnienie podyplomowego wieczoru w Jaszczurach nie opuszczało go. Julita nie odezwała się. On przy okazji pobytów w Krakowie usiłował ją odnaleźć. Bezskutecznie. W końcu odpuścił.
Praca agenta to nie tylko poszukiwanie klientów i ich ubezpieczanie to również systematyczne szkolenia. Prowadzone zwykle w różnych oddziałach firmy. Tym razem jechał do Gdańska na tygodniowy warsztaty. Cieszył się bo ostatni raz był nad morzem w Dąbkach w pomaturalne wakacje. W Gdańsku nie był nigdy. Mieszkał w hotelu a szkolenia miał w firmie ubezpieczeniowej. Czas wolny po zajęciach spędzał na zwiedzaniu miasta, które kończył kolacją w restauracji. Codziennie w innej. Ostatni wieczór przed powrotem do Warszawy wybrał restaurację z dancingiem. Kelner zaprowadził go do dwuosobowego stolika naprzeciw baru. Wybrał i zamówił dania. Rozglądał się po sali. Przy barze siedziała z drinkiem kobieta. Szczupła, czarnowłosa. Julita? Podszedł do niej. Nie mylił się. Poznała go. Wspólna kolacja minęła im na rozmowie, wspominaniu tamtego wieczoru w Jaszczurach i tańcach. Jak poprzednio mało mówiła o sobie za to pytała i słuchała go z zainteresowaniem. Przyjęła zaproszenie na wspólne śniadanie i razem udali się do jego hotelu.
Dotarli po północy. W recepcji zamówił butelkę wina. On pierwszy zajął łazienkę, gdy wrócił do pokoju, wino było już nalane do kieliszków. Wypili za spotkanie po latach i za następne. Teraz Julita zajęła łazienkę, a on wsunął się pod kołdrę w oczekiwaniu. Było mu dobrze, radośnie cieszył się ze spotkania i chwil które nastąpią. Czekał niecierpliwie. Ogarniała go senność. Usłyszał otwierane drzwi od łazienki i jej głos - idę do ciebie misiu. Jeszcze zobaczył ją piękną śniadą w białej bieliźnie i usnął.
Obudził się o dziesiątej z bólem głowy. Był sam. Na stole leżał jego portfel opróżniony z pieniędzy i kart kredytowych. Zniknął też jego smartfon. Za to była kartka „Wybacz Misiu to moja praca. Do niezobaczenia więcej. J.”
Na ostatnie zajęcia dotarł przed ich zakończeniem. Wcześniej zablokował karty i smartfon korzystając z drugiego telefonu. Pieniądze na opłacenie hotelu pożyczył. Wspomnienie Julity zmieniło się w doświadczenie.
Biel to też pustka i izolacja, sztuczność i chłód, w wielu krajach żałoba. Biel to też Ku-Klux-Klan, to nienawiść i zbrodnia.