Teksty z warsztatów literackich

Czas – życie płynie
Pierwsze spotkanie. Pierwsze spojrzenie. Pierwszy spacer. Zachwyty, zauroczenia. Połączone myśli, oddechy, ciała. Potem legalizacja. Obietnica, że nie opuścimy się aż do śmierci. Potem dzień za dniem. Praca, obowiązki, dzieci. Próby zachowania, ocalenia tych pierwszych chwil coraz trudniejsze. Rutyna. Codzienne powtarzalne czynności. Kłótnie o drobiazgi, nieumiejętność porozumienia. Obojętność. Czas płynie. Dzieci dorosłe. Rozwijamy się. Znajdujemy wspólny język sprzed lat. Nabieramy dystansu. Już wiemy, że w sprawach błahych lepiej mieć święty spokój niż rację. Ustępujemy. Rozumiemy przyzwyczajenia i ograniczenia. Coraz częściej i dłużej rozmawiamy. Niektóre nasze zachowania irytujące przed laty dziś budzą uśmiech, a czasem czułość pewną. Wiele wspólnych przeżyć, rytuałów i słów szyfrów. Pięknie, spokojnie, bezpiecznie. Razem.
I tylko czasem, gdy perorując próbuję innym przekazać swoje mądrości życiowe, patrzysz na mnie z wyrazem twarzy wietrzącej jakiś niecnotliwy zapach, a w oczach masz politowanie. I wtedy, wyłącznie wtedy, budzisz we mnie żądzę mordu.


Cisza
Cisza trwa. Cisza wyborcza. Czas refleksji i odpoczynku od jazgotu, obietnic bez pokrycia i pomówień. Uczestniczyłem jak zwykle w wyborach. Oddałem głos na ugrupowanie, którego przedstawiciele w kampanii mówili merytorycznie co chcą zrobić i jak. Bez obiecywania gruszek na wierzbie. Oddałem głos na Nadzieję, że jeśli zostaną posłami, spróbują zmienić obecne pyskówki na merytoryczne dyskusje.
Równocześnie odmówiłem poparcia dotychczasowemu faworytowi Platformie Obywatelskiej. Zawiodła mnie bardzo. W szczególności:
Zerwaniem umowy społecznej przez przeznaczenie pieniędzy zgromadzonych w OFE na doraźne łatanie budżetu
Niedotrzymaniem obietnic przedwyborczych i działaniami pozornymi, takimi jak walka z dopalaczami czy hazardem
Utrzymaniem państwa niewydolnego, w którym na werdykt sądowy czeka się kilkanaście lat, w którym urzędy skarbowe mogą niszczyć drobnych przedsiębiorców, a równocześnie ogromne afery ciągną się latami bez finału. W końcu państwa, którego służby pozwalają na bezkarne, prowokacyjne inwigilowanie jego przedstawicieli.
Lekceważeniem wyborców. Prowadzeniem kampanii lustrzanej do głównego konkurenta, pełnej obietnic bez pokrycia oraz straszenia jego wygraną. Zamiast oczekiwanej, przynajmniej przeze mnie, merytorycznej dyskusji opartej na wielu rzeczywistych osiągnięciach z minionych dwóch kadencji.

Za kilka godzin koniec ciszy. Zacznie się festiwal triumfalizmu, zawiedzionych nadziei, oskarżeń i szczucia zamiast merytorycznej dyskusji i współdziałania dla dobra Polski i jej obywateli.
A może tym razem będzie inaczej?

Ważna Trójka

Odkąd pamiętam, siedzą we mnie i usiłują rządzić. Cele mają odmienne i każdy przekonuje do swoich racji. Przekornik namawia do sprzeciwu wszelkim przymusom, modom, zwyczajom. Podpowiada naprawianie świata i ludzi zwłaszcza. Racjonalnik tłumaczy, że trzeba się zastanowić, że to dobre i że może warto albo złe, ryzykowne i może nie warto I tak się we mnie kotłują, przezbywają i dokazują. Ostatnio wyprawiają sobie harce wokół pewnej przesyłki. Już dwukrotnie obiecano mi maila z materiałami do pracy. Nie przyszedł.
Przekornik nagabuje. No zrób coś z tym. Powiedz dla jego dobra. Przecież wiesz, sam to ciągle powtarzasz, że na twarz pracuje się latami, a stracić ją można po jednym błędzie. No powiedz mu, albo napisz do niego.
Racjonalnik - no może nie tak od razu. No, jeszcze poczekaj. Może mu coś wypadło. Przykrość zrobisz. Obrazi się.

I tak sobie dokazują, a ja biedny mam wybierać. I co? I nic. Ja jak zwykle posłucham Intuicji.

Empatia

Wszedł do ogródka przy Europejskiej pół godziny przed umówionym spotkaniem. Zajął stolik w rogu z widokiem na Rynek, Kościół Mariacki, Sukiennice i Wieżę Ratuszową. Było słoneczne przedpołudnie. Przed nim przechodzili ludzie, przejeżdżały dorożki przelatywały gołębie. Czekał na dziewczynę, z którą nie widział się od studiów. To już osiemnaście lat. Rozmarzył, się wspominając tamten czas i ich ostanie spotkanie.

Ostry wibrujący głos przerwał rozmyślania.
- I rozumiesz, on znowu gdzieś pojechał. Służbowo, jak zwykle. Już ja wiem, jak to wygląda. Znów mnie zdradza. Już mam tego dość. Jak wróci, to wystawię mu walizki za drzwi. A ty, co taka smutna. Mówiłaś, że masz jakiś problem?
- No, wiesz przecież. Weterynarz powiedział mi, że nie może już pomóc mojej suczce, że ona cierpi i powinnam ją uśpić.
- No, to uśpij. Też mi coś. Jak moja Atena zachorowała i dowiedziałam, się ile będą kosztować leki, to ją kazałam uśpić. I już.
- No, coś ty. Tara jest już ze mną trzynaście lat. To nie takie proste. Ona jest jak członek rodziny. Wiesz, że nie mam nikogo.
- Nieproste mówisz, a co jest proste. Znamy się już trzydzieści lat. Zawsze byłaś delikatna, sentymentalna. Nic się nie zmieniłaś. Poradzisz sobie jakoś. No muszę lecieć. Miło się rozmawiało.
- Rzeczywiście miło, pomogłaś mi bardzo. Jak zwykle.

Z zasłuchanej zadumy wyrwał go znajomy głos. Dzień dobry, Zbyszku. Miło, że już jesteś.

I co dalej ?
Siedzieli i wydawało im się, że mnie tu nie ma. A byłem. Schowałem się we wnęce, jak tylko usłyszałem, że wyłamują drzwi. Ta wnęka z wejściem przez szafę była wykorzystywana w czasie wojny. Mówił mi o tym ojciec. Nie powiedział mi tylko jak. Brudno tu, pełno kurzu, ale bezpiecznie. Widzę ich przez otwór w ścianie, oni mnie nie. Słyszę też ich podniesione głosy:
- Gdzie się schował ten gówniarz ?
- Nie ma go. W całym domu szukałem.
- Musi gdzieś być.
- Nie gadaj. Jakby był, tobym go znalazł.
- Może pojechał z nimi. A u starej co ?
- No nic. Związałem ją. Leży cicho.
- Ty.. chybaś jej nie zatłukł ?
- Chyba nie.
- No to do roboty, bo czasu mało.

O Boże, ten kurz. Zaraz kichnę. Tylko nie to. A a a a a….

Krótka historia życia w strachu

Boję się. Znowu się boję. Pyta Pan czego? Naprawdę chce Pan wiedzieć? To opowiem Panu historię moich bań. Pierwszy raz bałem się, jak spadły bomby we wrześniu 1939 i bałem się aż do 1945 roku. Nie będę wdawał się w szczegóły. Wie pan zapewne z historii, że to był bardzo trudny czas. Wtedy dorastałem. Straciłem ojca w Oświęcimiu, pracowałem, konspirowałem, czułem się odpowiedzialny za chorą matkę i młodsze rodzeństwo. Byłem zajęty nie miałem czasu na strach. O nich się bałem, jak sobie poradzą gdyby co.

Potem wyzwolenie, radość, pierwsze kontakty z wyzwolicielami i pełzający strach niewiadomego. Okres utrwalania się nowych porządków. Marzec 1953 - umiera Józef Stalin - żałoba narodowa. Rok 1956 - strajk w Poznaniu krwawo stłumiony. Nadzieja na zmiany, złudna i krótkotrwała. Kolejne lata coraz trudniejsze. Grudzień 1970 - protesty na Wybrzeżu. Kilka tragicznych krwawych dni. Giną ludzie, wielu rannych. Ponure, żałobne święta Bożego Narodzenia.

Gomółka odsunięty. Przychodzi Gierek. Nadzieja na zmiany. Początkowo wydaje się, że będzie inaczej, lepiej, mniej zamordyzmu. Początkowo. Potem coraz gorzej. Radom 1976 - strajki wywołane zapowiedzią podwyżek cen. Spacyfikowane przez ZOMO. Rząd wycofuje się z podwyżek. Wprowadza kartki na cukier. Aktywizuje się i konstytuuje opozycja. Powstaje KOR. Już nie będzie spokojnie. W kolejnych latach krzepnięcie opozycji i wzrost aktywności SB. Aresztowania, procesy, skazania. Następny wybuch społecznego niezadowolenia - lato 1980 roku - Świdnik, Lublin, Gdańsk, Elbląg, Szczecin a potem cała Polska. Porozumienia sierpniowe. Powstaje NSZZ Solidarność. Nadzieja na zmiany. Tylko do grudnia 1981. W niedzielę 13 grudnia nie ma Teleranka, jest za to generał Jaruzelski i ogłasza stan wojenny. Nie wiem, co to znaczy. Na ulicach wojsko pod bronią, czołgi, kontrole dokumentów, godzina policyjna. Wraca trauma wojenna. Giną ludzie z rąk Milicji i ZOMO. Lipiec 1983 - zniesienie stanu wojennego. Walka opozycji Solidarnościowej z władzą komunistyczną. Dążenie do zmiany systemu. Okrągły Stół. Długo oczekiwane zmiany. W perspektywie pierwsze częściowo wolne wybory. Następne, tym razem wolne wybory, w 1991 roku. Wrzesień 1991 - ostatnie oddziały radzieckich okupantów opuszczają Polskę.

Jesteśmy u siebie. Pełni entuzjazmu i nadziei. Wreszcie żyjemy w wolnym kraju. Radość z upływem lat malejąca. Kłótnie na górze, brak ciągłości reform. Każda kolejna ekipa wprowadza własne porządki i własnych ludzi, nie patrząc na interes społeczeństwa i państwa. W końcu pełnię władzy uzyskuje w wyborach jedna partia. I znów się boję. I wie Pan, tego obecnego strachu boję się najbardziej. Pyta Pan dlaczego? Widzi Pan, uprzednio jako naród byliśmy jednością. Mieliśmy wspólnych wrogów i wspólne cele. A teraz? Teraz u władzy jest partia, która nas pracowicie podzieliła na Polaków i Prawdziwych Polaków. I jej rządów boję się najbardziej.

Pojawiło się nagle

Pojawiło się nagle. Siadło koło mnie na łóżku. Takie nieduże. W tęczowym kubraczku i czerwonych spodenkach. Dziwne jakieś. Raz się uśmiechało, a raz potworniało, patrząc groźnie i szczerząc kły. Tak na zmianę. Patrzyło długo na mnie, w końcu zagadało. Nabroiłeś dzisiaj, co? Trzeba było uważać z tą procą, tobyś nie rozbił okna Rapaczowej. I co teraz zrobisz. Przyznasz się, czy nie? Wiem, wiem, wahasz się. W końcu nikt cię nie widział. Może się udać. Gdy to mówiło, raz się uśmiechało, raz potworniało. Widzisz jak się zmieniam. To zależy od ciebie. Jak zrobisz dobrze, to będę uśmiechnięte i sprawię, byś był z siebie zadowolony. Jak zrobisz źle, to będę cię dręczyło. Pamiętaj! Widzisz mnie teraz pierwszy i ostatni raz, ale będę ci towarzyszyło całe twoje życie. Więc dobrze wybieraj. Pamiętaj, pamiętaj, bo ja to twoje ….Obudziłem się. Nie zdążyłem się o nic zapytać.
Przyznałem się Gospodyni do okna. Pogłaskała mnie po głowie. Uważaj na przyszłość- powiedziała. Zrobiło mi się miło, przyjemnie, lekko. Tak jak mi obiecywało.

Sprawiedliwość

Dupek, cholera, łobuz jeden. Kolega z podstawówki. Łaskawca. Kupił se nowego Merca i panisko zasuwa. Popatrz Janek, mówi, jaki nowoczesny, wygodny. Jak będziesz potrzebował, to ci pożyczę. A nie potrzebuję. Nasz dwudziestoletni Fiat mi wystarczy. Niech się udławi.
- Misiu, uspokój się. Zawału dostaniesz. Co w tym złego, że ci zaproponował. On dobry jest. Życzliwy.
- Zocha, nie mów do mnie misiu. Wiesz, jak mnie to wkurza. No sama popatrz. Razem skończyliśmy szkołę. Potem on tylko zawodówkę, a po niej zaczął te swoje biznesy. Teraz ma dom jak kamienica. Ogród jak w Wersalu, co dwa lata nowy samochód i co roku wakacje w innym kraju. A ja? Studia skończyłem. Na dwóch etatach uczciwie całe życie i tylko hemoroidów się dorobiłem.
- No, nie tylko. Przecież mamy dom i ogródek przy nim.
- Dom, dom, co to za dom. Jak popatrzę na jego, to szlag mnie trafia. Jeszcze mu kiedyś sam pomogłem kupić działkę naprzeciwko. I teraz codziennie go widzę uśmiechniętego, zadowolonego i jak to mówisz życzliwego. A żeby mu się spaliło, żeby mu ukradli tego Merca.
- I co z tego? Jak mu ukradną, to dostanie z ubezpieczenia i kupi sobie nowszego.
- No tak Zocha, ty to potrafisz pocieszyć człowieka. I co, sprawiedliwe to jest?

Syreny
Wyją długo. Z zaskoczenia. Już nie pamiętam, kiedy je słyszałem. Wieczorem w telewizji informacja o przyczynie syrenowego spektaklu. To sprawdzian reakcji społeczeństwa na alarm. Dziennikarska sonda uliczna nie pozostawia wątpliwości. Powszechna niewiedza, zaskoczenie, zdziwienie. Można by się nawet i zdrowo pośmiać z odpowiedzi pytanych na ulicy ludzi, tylko nie pora na to. Ten sondaż pokazał, jak potężne są zaniedbania ze strony państwa. Brak informacji, szkoleń, broszur. W przypadku jakiegokolwiek kataklizmu nie wiadomo, co robić. Co znaczą syreny, gdzie są punkty ewakuacji, zaopatrzenia, medyczne, mobilizacyjne? Jak porozumiewać się w razie awarii internetu, telewizji, radia? Jakie powinno się mieć awaryjne wyposażenie i zapasy? Nie wiadomo. Przynajmniej ja nie wiem i nie czuję się pewnie.
Po raz pierwszy od wielu lat świat jest w bardzo realnym zagrożeniu wojną i to totalną. Sprawa Ukrainy przeszła w stadium konfliktu pełzającego. W Syrii Rosja i Stany Zjednoczone, dwie atomowe potęgi, z których jedna ma za przywódcę cynicznego cara, walczą niby w tej samej sprawie, ale nie do końca. Możliwość pomyłki, błędu, celowego działania wzrasta z każdym dniem interwencji. W Europie przepychanki o uchodźców, których przybywa i będzie przybywać nadal. Brak jedności. Walka o własne interesy.
W Polsce trwa casting personelu na kolejne cztery lata do służby u Suwerena. Obietnicom, groźbom i pomówieniom nie ma końca. W tych przepychankach prawie nie widać interesu Polski i jej obywateli, a jedynie pazerność i chęć pokazania się lepszym kosztem zgnojenia innych. Kłamstwo i mowa nienawiści święcą triumfy. Zero merytorycznej dyskusji. Tak jakbyśmy byli półgłówkami, którym można wszystko wcisnąć. I to jest to najważniejsze. Na wszystko inne przecież mamy czas.
Tylko myśmy to już brali. Już byliśmy silni, zwarci i gotowi.


Joomla Template - by Joomlage.com