chUśmiech Krzysztofa Charamsy

Do dzisiejszego tematu ("śmiech") dodałam jedną literkę. Napisałam o uśmiechu.
O spektakularnym uśmiechu jednego człowieka. Krzysztof Charamsa przez kilka dni był gwiazdą wszystkich mediów
w kraju i zagranicą. Śledziłam jego wypowiedzi i wszelkie komentarze z wielka uwagą. Oglądałam też materiały video w telewizji i Internecie. W jednym z internetowych filmików zobaczyłam radośnie śmiejącego się Krzysztofa Charamsę. Spodobał mi się ten uśmiech.
Ten były już dostojnik watykański przed wyjściem z rzymskiej kawiarni, gdzie urządził konferencję prasową, został zapytany po polsku - jak się czuje ? W odpowiedzi uśmiechnął się szeroko i powiedział do mikrofonu: jestem bardzo szczęśliwy !
Charamsa był tak uradowany i miał tak wielką potrzebę wyrażenia swego uczucia szczęścia, że wprost ociągał sie z wyjściem z lokalu i nie mógł powstrzymać się od dodatkowych wypowiedzi, które świadczyły o rozsadzającym go uczuciu radości i szczęścia.

Mówił i mówił, mimo że ochraniający go mężczyzna ciągnął go mocnym uchwytem w kierunku drzwi.
To pytanie o samopoczucie księdza przed wyjściem z konferencji prasowej było według mnie bardzo ważne.
Nie będę teraz roztrząsać, czy jego uczucie; czy ten szeroki uśmiech i radość Charamsy jako księdza, były i są uprawnione. On tak po prostu czuł. Wcześniejsze działania i wypowiedzi Krzysztofa Charamsy były przemyślane i zaplanowane.
Ale ten radosny uśmiech ze spontaniczną deklaracją szczęścia po zakończeniu spotkania z dziennikarzami był bardzo naturalny i autentyczny.

Szczęścia życzą sobie wszyscy, równie często jak zdrowia. Ktoś powiedział, że na słynnym statku Titanic wszyscy byli zdrowi, ale nie mieli szczęścia, niestety. Zatem szczęście jest trudniej osiągalne; te życzenia nieczęsto się spełniają. A tu nagle ksiądz katolicki, którego obowiązuje celibat, ośmiela się być szczęśliwy i trąbi o tym na cały świat. Ku wielkiemu zaskoczeniu i zgorszeniu katolików zwłaszcza, on bezczelnie mówi, że jest bardzo szczęśliwy i zakochany; i śmieje się - szczerze, szeroko się śmieje, zachwycony swoim szczęściem.
Zadam teraz banalne, tradycyjne pytanie. I komu to przeszkadza ? Myślę, że najbardziej tym, którzy sami mają kłopot ze szczęściem. Uśmiech Krz.Charamsy i jego dobre samopoczucie przeszkadza również tym, którzy wolą wierzyć w swoją idealistyczną wizję kościoła katolickiego, jego instytucji i niepokalanej czystości duszpasterzy. Bo przecież tak dobrze byłoby, gdyby ta wykreowana na świętą instytucja naprawdę była niezmienną ostoją stałości i wierności zasadom oraz składanym przysięgom. Byłoby idealnie gdyby ktoś spełniał za zwykłych zjadaczy chleba ten upragniony mit doskonałości, który dla maluczkich jest prawie nieosiągalny. Bo tzw. zwykli ludzie przecież często kłamią, rozwodzą się, zdradzają. No ale oni są ułomni, jak to ludzie.
Księdzu natomiast nie wolno. Jakby nie był również człowiekiem. Niby jest oczywiste, że ludzie są tylko ludźmi, ale jak widać, iluzje są bardzo potrzebne. Radość i uśmiech Krzysztofa Charamsy najbardziej przeszkadza tym, którzy wierzą w dobrodziejstwa celibatu. Celibatu, czyli wymuszonej abstynencji, której przestrzegać potrafią chyba tylko osoby aseksualne, fanatycy oraz święci i męczennicy.

Konkludując. Gdyby nie ten sztuczny, nieludzki obowiązek, jakim jest celibat, nota bene wymyślony w XII wieku, to pewnie nie byłoby w ogóle przypadku ks. Charamsy.
Kochałby się w kim by chciał. Bo przecież równość uczucia miłości - bez względu na płeć partnerki, czy partnera - jest już chyba w XXI wieku oczywista.

Roma Cieśla
-   -   -   -   -   -   -   -   -   -   -   -

Opisana powyżej scena jest do zobaczenia na filmiku video dostępnym na YouTube. 
Jeśli chcesz obejrzeć  >> KLIKNIJ

smile

 

Joomla Template - by Joomlage.com