Nela Kamińska
aksamitNiewidoma i Aksamit

-Pomóc Pani przejść na drugą stronę?
O! wiem, już dawno nauczyłam się, że nie należy odmawiać, kiedy ktoś proponuje pomoc, więc z uśmiechem i pogodnie odpowiadam:
-O, tak, proszę.
-No to proszę mnie chwycić za łokieć!
Jasne, tylko gdzie on ma ten łokieć? Powoli wyciągam rękę w jego stronę.
-Wow! Przepraszam! To może ja chwycę Panią za łokieć i poprowadzę.

-Dobrze – odpowiadam w moim mniemaniu pogodnie i bez zdenerwowania – proszę mnie chwycić za łokieć i poprowadzić. Ale teraz to musimy poczekać. Zielone światło zgasło.
-Rzeczywiście, zgasło. Skąd Pani wie?
-Sygnał dźwiękowy.


-No tak, To poczekamy.
-Tak, poczekamy- grzecznie potakuję.
Już bym dwa razy przeszła przez tę ulicę. Ale nic. Poczekam. Przyznaję przed sobą, że urzekł mnie jego aksamitny głos. Głosy rozróżniam wg tkanin. Dotykam tkaniny – jedwab jest inny niż aksamit. Żorżeta jest inna niż sztywny nylon; flanela różni się od batystu. I takie też są glosy ludzkie.
-Jest zielone! – mówi mój Aksamit.
-No to chodźmy! Ale niech pan uważa! Ten kierowca nie ma ochoty chyba się zatrzymać!
-Rzeczywiście. Jakiś wariat, wjeżdża na pasy na czerwonym. Skąd Pani to wie?
- Słyszę! Słyszę auto coraz bliżej!
-Puścimy go? – proponuje mój Aksamit i przytrzymuje mój łokieć. -Przecież nie będziemy się rzucać pod auto!
-No, nie wiem, może jednak chodźmy! – w dalszym ciągu mówię milo, bo może jednak uda mi się dzisiaj przejść na drugą stronę ulicy!
-Ależ z Pani ryzykantka! Ja tam nie mam zaufania do kierowców! Wie Pani, niektórzy są szaleni. Nic dla nich światła, nic przechodnie, przejścia dla pieszych. Mnie się kiedyś zdarzyło… O, zgasło zielone światło!
-No to poczekamy – mówię całkiem, całkiem spokojnie i pogodnie. Wszak Aksamit!
-I tak, Proszę Pani, mnie się kiedyś zdarzyło, jechałem wtedy na rowerze, to było może z dziesięć lat temu. Jechałem sobie, a tu nagle facet zatrzymuje auto i otwiera drzwi. Tuż przede mną. Więc ja....
-Proszę Pana, mamy już zielone!
-O faktycznie! Jest Pani niesamowita! Idziemy! Idziemy! No, teraz żaden wariat nie wjeżdża na zielonym!
Boże, w końcu idziemy!! – myślę sobie, uśmiechając się serdecznie. Ale…
-Proszę Pana, gdzie my idziemy?
-No, przechodzimy przez ulicę!
-Nie, przez ulicę dawno przeszliśmy.
-A skąd Pani wie?
-Ta ulica to dwanaście kroków. A my idziemy już osiemnaście. Więc gdzie my idziemy? Może puści Pan już mój łokieć! – mówię wcale niezdenerwowana.
-Kiedy mnie się tak dobrze idzie z Panią! I tak w ogóle, to Pani mnie zadziwia! Wypijemy razem kawę?

Joomla Template - by Joomlage.com