dentystaTWARZĄ W TWARZ
metamorfozy

Dzień dobry. Ja do docenta Trzon-Ząbkowskiego. Modern Marlena.
(najpierw imię, potem nazwisko! Kurczę, jakby z okładki Vogua zeszła!) Dzień dobry. Józefa Mleczakówna. Pan docent ma teraz ważną konsultację i...
To ja poczekam...
...i to ja się panią zajmę. Proszę na fotel.
(więc to jest ta zdolna doktorantka... co za imię? - przecież można zmienić, ja to zrobiłam. A w ogóle jaka beznadziejna, a ta jej twarz zupełnie bez wyrazu - jak cała ona).
Proszę usiąść wygodnie. Rozluźnić się.


(cholera, jak manekin, zero kobiecości, twarz nieruchoma jak maska. Modelina. Głos jakby z zewnątrz. Zero ekspresji, zero uśmiechu...)
(A to „dama"! Rzęsy sztuczne, gruba warstwa fluidu, a lazur oka to po prostu soczewki). Proszę zacisnąć zęby. Dobrze, a teraz uśmiech. Szeroko, jeszcze szerzej. Dziękuję.
(Ależ mysz beznadziejna. Dawno nie widziałam takiej nijakości. A oczy? Kompletnie bez wyrazu, takie nie wiadomo co – ni to szare, ni niebieskie, jak brudna mgła, smog).
(no to zobaczymy pani „damo" jak wyglada twoje wnętrze). Proszę otworzyć usta. (o rety! ile tu majątku! Kilka moich stypendiów!) Jeszcze chwileczkę, muszę sprawdzić te implanty.
(okropna! Mogłaby jakoś zadbać o siebie. No i uśmiechnąć się, okazać trochę życzliwości i serdeczności. Do pacjenta trzeba mieć podejście, no, ten – stosunek jakiś. A ona ciągle obca, chłodna i poprawna).
Przepraszam panią – proszę zetrzeć pomadkę z ust. I przepłukać. (litości! Jeszcze botoks).
(siedzę unieruchomiona i ulegam smarkatej. Jak w hipnozie)
Teraz proszę buzię szeroko otworzyć. Trudny mam dostęp do tej szyjki przy siódemce. Jeszcze szerzej. I nie napinać mięśni.
(masz szerzej! To zniewolenie jest okropne i nie pamiętam kiedy miałam tyle w gębie: lignina, sączek, te jej dwie łapki – jedna z lusterkiem, druga z narzędziem prawie mordu. I jeszcze mnie oślepiła! Co to? Coś jakby uśmiech? Oznaka życia? Sadystka!)
(tego wcześniej nie zauważyłam – ślady szwów po ściągnięciu zmarszczek. Czy docent zna jej pesel?)
(myszka rzeczywiście się ożywia. Twarz nabiera rumieńców, oczy się rozjaśniły. Ruch nozdrzy – o, nieelegancko! płacę i nie życzę sobie żeby mi się wykrzywiać!)
(no, koniec obserwacji, skupiam się na pracy. Przypadek: szyjka odpoliczkowa – odciągnąć dziąsło, pamiętać, żeby dokładnie osuszać... do dzieła!)
(ona się uśmiecha! Ładne ząbki, białe, drobniutkie, troszkę nierówne ale nie szkodzi, mają swój urok).
Jeszcze chwileczkę. I troszkę szerzej. (cholera, ten puder zaczyna spływać, żeby tylko rzęsy się nie odkleiły).
(nie wytrzymam, co za wściekły ból! Kopnę ją albo uszczypnę! Ależ ona świeża, i cerę ma taką jaśniutką, delikatną. Nos mały, zgrabniutki. A oczy?! Duże, lekko skośne. I błyszczą. Rzęsy cienkie ale długie. Usta pięknie wykrojone. Można by z niej zrobić całkiem atrakcyjną kobietę...).
Spokojnie. (rozprasza mnie to jej wgapianie się we mnie, jakby mnie rozbierała na czynniki pierwsze. To nie ja jestem pacjentką).
(...nawet głos nabrał życia, ciepły, dźwięczny. Ładne włosy – nietypowy beż, na pewno naturalny, nie dobrałaby farby o tak niespotykanym odcieniu. A taka mi się myszowata wydawała na początku, taka nijaka. Ona pięknieje! Promienieje!)
(Ależ się można pomylić, wyglądałaś na całkiem atrakcyjną kobietę, a to wszystko sztuczność. Jakaż marność i bylejakość pod tą maską).
(boli!!! to cholerne wiertło czuję już w okolicach macicy, a jego dźwięk przeszywa mi czaszkę od ucha do ucha).
(Chyba trochę przesadziłam, może niepotrzebnie podrażniłam dziąsło, ale to taki malutki odwet za tę jej pogardę na początku wizyty. Trudno). Dziękuję, to wszystko na dziś. Była pani dzielna. Proszę odpocząć chwilę i przepłukać usta.

Pani Ziuteczko, jestem do pani dyspozycji! Oj, przepraszam, myślałem, że jest pani sama...
Panie docencie, pańska znajoma – przedstawiła się Modern Marlena – będzie zaraz wychodzić.
(to straszne! Do tej smarkatej: „Ziuteczko"?! Mój Eugeno, mój Trzonek, mój Ząbek?!)

Joomla Template - by Joomlage.com