SAMOTNOŚĆ

Tekst przysłany z Kanady, pisany przez Ewę na klawiaturze amerykańskiej; dlatego jest pozbawiony polskich znaków diakrytycznych (sorry !)
Samotnosc niejedno ma imie. A ile?  Wieloletnia obserwacja otoczenia podpowiada – sa dwa rodzaje samotnosci: samotnosc wynikajaca z odrzucenia przez srodowisko i samotnosc z wyboru; tak jak to roznicuje jezyk angielski: "lonely" i "alone".

Nieobcy kazdemu z nas jest obrazek dziecka, ktorego rowiesnicy nie chca przyjac do swego grona z powodu innosci, ktora moze byc np.: ulomnosc fizyczna czy psychiczna, kolor skory, inny wyglad, brak zabawek, wyrazne ubostwo albo przeciwnie – wyrazne bogactwo, niechec w podporzadkowaniu sie grupie. Przyklady mozna mnozyc.
Podobnie w wieku dorastania – grupa nastolatkow odrzuca wyraznie atrakcyjniejszego albo calkiem nieatrakcyjnego rowiesnika, tego wybitnie inteligentnego, czy tego z innego niz ogol srodowiska, itd.

W swiecie doroslych przypadki odrzucenia tez nie naleza do rzadkosci. Roznice ideologiczne, kulturowe, wyznaniowe, konflikty towarzyskie, doprowadzaja niejednokrotnie do niesnasek i wykluczenia, bo „kto nie z nami – ten przeciwko nam" i dochodzi do tego, ze „ten obcy" pozostaje sam, w samotnosci generowanej przez otoczenie. Smutny, moze nawet nieszczesliwy, w poczuciu krzywdy, niesprawiedliwosci. A dalsze losy? Tyle drog i losow ile ludzi. Moze sie okazac za slaby na samotnosc i postanowi od niej odejsc zegnajac sie z zyciem. A moze wezmie sie z tym zyciem za bary, wejdzie w inne niz byl, srodowisko, znajdzie kogos podobnie jak on samotnego? Albo ta inna grupa, inny swiat okaza sie bardziej tolerancyjne i zaakceptuja samotnika przyjmujac go do swego grona? Albo samotnik dostosuje sie do wiekszosci, „nagnie" poglady, zmieni styl zycia, jednym slowem zniweluje przyczyne odrzucenia?

A samotnosc z wyboru tlumaczona przez samotnika: „jestem sam, bo tego chce, bo czasem trzeba sobie pobyc z kims inteligentnym"? (zaznaczam, ze absolutnie nie ograniczam przypadku samotnosci z wyboru do zycia bez partnera/partnerki, chodzi mi ogolnie o zycie w pojedynke).
Potrzebe bycia od czasu do czasu z samym soba, z dala od ludzi, odczuwa prawdopodobnie kazdy z nas; z roznych powodow i z rozna czestotliwoscia. Jesli jednak ta potrzeba przechodzi w stan constans zaczyna sie problem. Otoczenie przestaje rozumiec uciekajacego w samotnosc, zaczyna dostrzegac jego dziwactwa, potegujaca sie odmiennosc. Zas on sam, starajac sie udowodnic wyzszosc stanu wolnego (samotnosci) nad zyciem w gromadzie rzadzacej sie jakimis swoimi spolecznymi prawami, zachowuje sie wobec tego otoczenia niejednokrotnie opryskliwie, lekcewazaco, nawet agresywnie i zagluszajac w ten sposob frustracje samotnika, zniecheca, wrecz zraza do siebie wszystkich wokol i zamyka sobie droge powrotu. A skoro tak, to jakby niepostrzezenie jego „samotnosc z wyboru" przeszla metamorfoze i stala sie „samotnoscia odrzuconego".
Czy zatem bledne kolo? Czy prawdziwa i jedyna samotnosc to ta nie z wlasnej woli i nalezy postawic znak rownosci pomiedzymiedzy angielskim „lonely" i „alone".
Choc od kazdej reguly bywaja wyjatki...

Ewa Zdziejowska

Joomla Template - by Joomlage.com