moje corki krowyIza i Bożena o filmie :   Moje córki krowy

Produkcja POLSKA, 2015      Reżyseria - Kinga Dębska

Ostatnimi czasy w polskim kinie zapanowała era filmów rozliczeniowych. Zatem mamy kolejny o tytule z piekła rodem - "Moje córki krowy" przylegającym do fabuły jak ulał.  Reżyserka Kinga Dębska, po śmierci swoich rodziców, owładnięta wewnętrznym imperatywem, mającym mieć moc uwalniającą i oczyszczającą, tworzy film o ich umieraniu, i o konflikcie z siostrą. Przyglądam się obrazom i rolom tak pełnokrwistym i prawdziwym, iż odnoszę wrażenie, że jestem uczestniczką toczącego się dramatu, nie zaś obrazu filmowego.
Dwie siostry, krańcowo różne - gwiazda filmowa Marta (Agata Kulesza), grająca kobietę racjonalną, zimną i konkretną, biorącą życie za rogi, po raz kolejny udowadnia maestrię swojego warsztatu aktorskiego oraz Kasia, nauczycielka (Gabriela Muskała) - trzpiotka, zwariowana, nieodpowiedzialna; taka dorosła "mała dziewczynka". Wspólnie borykają się ze śmiertelnymi chorobami rodziców.

Najpierw z odchodzeniem matki, następnie ojca. Patrzę na ich trudne, chwilami psychopatyczne relacje. Są tak odmienne, że nienawidzą się, sycząc na siebie jak agresywne kotki. Wyciągają zastarzałe animozje z dzieciństwa i młodości. Ciągle walczą rywalizując ze sobą o miłość i akceptację rodziców, którzy nie są wobec nich bez winy. Ukazuje się prosta zależność, że przyczyny pociągają za sobą skutki. Jednocześnie te dorosłe kobiety pozostały wciąż małymi dziewczynkami, chorobliwie wręcz potrzebującymi miłości i opiekuńczości rodziców. Dopiero przeżywany wspólnie wstrząs powoduje silną wzajemną potrzebę siebie.
W tle przesuwają się dzieci sióstr mające swoje grzechy i przewinienia. To dobre dzieciaki, które z winy rodziców mają zablokowane emocje. Dramatyczne wydarzenia uruchamiają gwałtownie ich empatię. Pokazują, ile miłości do dziadków i rodziców drzemie pod twardą skorupą ich osobowości.
Po filmie padają opinie, że polskie kino przeżywa klęskę urodzaju. To prawda. Mamy kolejną doskonałą rodzimą produkcję.

POLECAM !   Izabella Bociańska

W pełni zgadzam się z powyższą recenzją. Chcę jednak dodać parę refleksji, które nasunęły mi się po przeczytaniu wywiadu z reżyserką omawianego filmu.
Wyznała ona, że "Moje córki...." to eksperyment na żywym organizmie: jej matka zmarła 3 lata; a ojciec 2,5 roku przed nakręceniem tego filmu. Powstał film, którym Kinga Dębska potrafiła sobie pomóc, pokazać co śmierć robi tym, którzy zostają. Pomogła nie tylko sobie, ale wielu z tych, którzy film obejrzeli, którzy reagowali: "to film o mnie". Ja nie miałam podobnych doświadczeń, jednakże często mi je przekazywano. To świetnie opowiedziana historia, w której potwierdza się teza, że najbardziej ranią bliscy. To ojciec dołował, dokuczał, odpędzał konkurentów, lub ośmieszał zięcia nieudacznika.
Siostry celnie trafiały w najbardziej czułe miejsca, wytykały sobie to, co najbardziej boli. Myślę, że gdyby robili to znajomi, czy niby-przyjaciele, relacje z nimi byłyby zerwane. Rodzinna więź rodzi jednak bliskość i wspólną troskę o rodziców. Czy po traumatycznych doświadczeniach zrodzi się na zawsze zgodna miłość i pełna akceptacja? No nie, wszak Kasia po mowie-rozmowie z matką na jej pogrzebie już miała pretensje do Marty: "Dlaczego nic o mnie nie powiedziałaś?"
Więc nieporozumienia i szpilki będą nadal, ale wzmocni się poczucie wspólnoty i bliskości w trosce o zdrowie ojca. Ojca kochanego, który mówi śmiejąc się : "moje córki krowy".
Film o umieraniu, ciężkiej chorobie, konfliktach rodzinnych, a podważa dość powszechną postawę niezadowolenia ze świata, buntowania się przeciwko losowi. Pokazuje, że rodzina to najlepsze pole do minimalizowania swoich wad. Tak poważne sprawy zostały pokazane bez fałszu i tanich wzruszeń. Co więcej, ten film często śmieszy i bawi. Dlatego nie wychodzimy z niego zdołowani, przygnębieni.
Tak inteligentnego i przewrotnego filmu nie było jeszcze w naszym kinie. Porównywano go z "Czułymi słówkami" i "Spadkobiercami". Wielkie kino !   Bożena Bertman

 

Joomla Template - by Joomlage.com